Adidas miCoach Fit Smart vs Nike+ SportWatch GPS

21 Lip 2014

Tam gdzie Adidas tam Nike, tam gdzie Nike tam i Adidas. Te dwie marki walczą od lat o ten sam rynek. Nic dziwnego, że jak jedna wchodzi gdzieś głębiej, to druga nie może być gorsza. Tak jest z odzieżą, sportowymi akcesoriami i wyposażeniem, ale i najnowszymi modelami naręcznych gadżetów do monitorowania aktywności. Nike posiada model FuelBand oraz większy SportWatch GPS, a Adidas modele miCoach – również w większej i mniejszej wersji. Do bardziej zegarkowego wariantu SmartRun dołączył ostatnio model Fit Smart i to właśnie jego chciałbym porównać dzisiaj z odpowiednikiem od Nike.

Na początku większość z nas myślała, że miCoach Fit Smart będzie raczej rywalem dla FuelBand SE, tymczasem okazało się, że lepiej porównywać go do Nike+ SportWatch GPS. Jeśli traktujecie trening typu sport & fitness bardziej poważnie, to właśnie tak należałoby podejść do oceny nowej bransoletki Adidasa – porównując ją bardziej z SportWatchem. Niektórych może troszkę dziwić konfrontowanie najnowszego modelu z trzyletnim gadżetem, ale Nike wciąż aktualizuje i wspiera swój naręczny model do ćwiczeń. Postaram się wskazać ich mocne strony oraz różnice. Nie wiem – może porównanie nie będzie sprawiedliwe, ale zerknijmy.

Co pokazuje ekranik w trakcie treningu?

Pierwszą funkcją, która od razu odróżni oba urządzenia to ekranik. Nike wbudował czarno-biały wariant, natomiast Adidas przygotował macierz diod – całkiem efektowną! To raczej wizualna różnica, gdyż treści pokazywane na obudowie są bardzo podobne. Oba wyświetlacze obsługujemy fizycznymi przyciskami bez opcji dotykowej nawigacji. Podczas treningu otrzymamy podstawowe informacje, a dopiero w aplikacji na smartfony, grafiki będą prezentować więcej dokładniejszych danych. To co zobaczymy na nadgarstku ma nam wystarczyć do treningu, przeważnie biegu. FitSmart pokaże w ten sposób spalone kalorie, tempo, czy dystans. SportWatch podobnie (także z timerem i okrążeniami, gdy ćwiczymy na bieżni).

Sensor pracy serca: wbudowny kontra zewnętrzny

Jedną z podstawowych różnic będzie czytnik pracy serca. Trzy lata robią swoje, ba rok między generacjami to już wyraźna zmiana, gdyż teraz do naręcznych trackerów sensory badające rytm serca są umieszczane niemal przez wszystkich. Spodziewajmy się zatem, że obok tych wszystkich danych, na diodkach znajdziemy też info na temat pracy serca. Jest on wmontowany z tyłu obudowy i optycznie bada parametry przez skórę. SportWatch nie ma tej bajeru, ale bądźmy uczciwi – lata robią swoje. Myślę, że Nike niebawem wprowadzi do swojej oferty jakąś bransoletkę/opaskę z takowym dodatkiem. Warto jednak dodać, że SportWatch jest w stanie współpracować z urządzeniem Polar WearLink+ Transmitter, który jednak dodatkowo kosztuje.

Wbudowany sensory – szybkość z akcelerometru vs z GPS

Oba naręczne modele są wyposażone w przeróżne sensory i moduły. Adidas zainwestował w czujnik pracy serca, ale zrezygnował z modułu GPS. Nike w swoim SportWatch posiada funkcje GPS, więc pozwala na dokładną analizę trasy. Wszystko to dzięki współpracy z firmą TomTom, która również posiada sporo swoich modelu trackerów do biegania. Tutaj trzeba dodać, że najnowsze z nich posiadają nawet sensor pracy serca w wariantach Runner Cardio i Multi-Sport Cardio. GPS się przydaje, gdyż możemy śledzić lokalizacje i położenie, a potem obejrzeć dokładną trasę na mapce (to często robimy ostatnio na smartfonach, choć mi zdarzało się gubienie sygnału z kieszeni. FitSmart może pochwalić się za to akcelerometrem, który prędkość będzie pokazywał na jego podstawie, nie według położenia i szybkości jego zmiany. Znów mamy pewne zalety płynące z jednego, ale i drugiego podejścia.

 Zbieranie danych na drugim ekranie

Jedną z ważniejszych różnic, wynikającą też z popoularyzacji mobajlu, ale i podzespołów, jest komunikacja ze smartfonem. Tutaj wyraźnie wygrywa Adidas, który bezpośrednio prześle dane do apki miCoach Train & Run, która jest dostępna na wszystkie trzy najpopularniejsze platformy: iPhone’a (iOS), Android, ale i Windows Phone. Dodatkowo posiada też Bluetooth 4.0, czyli bardzo energooszczędny moduł bezprzewodowej wymiany danych, więc treści wędrują na smartfon, gdzie wszystko możemy od razu śledzić, analizować i przeglądać dużo dokładniej niż jedynie na ekraniku bransoletki/zegarka. W przypadku Nike SportWatch GPS, dane zrzucamy kabelkiem na PC/Mac, co wtedy było normą – teraz nieco razi. Nadrabia jednak bardziej szczegółowym ekranem w mobilnym urządzeniu, więc część statystyk można prześledzić na ręce (u Adidasa tylko podstawy, a więcej w aplikacji mobilnej). Znów zależy od podejścia. Czy chcemy bawić się w drugi ekran, czy przeglądać wszystko (prawie bo jednak pełen profil jest dopiero na monitorze komputera) na nadgarstku w trakcie treningu.

 Podejście do treningu

Oba urządzenia to tzw. systemy do mobilizacji poprzez przeróżne programy treningowe wraz z wyznaczaniem celu do osiągnięcia. To podstawowa rola takich gadżetów – motywować danymi i statystykami oraz sugerowaniem celu, który w ten sposób chętniej chcemy zrealizować. Adidas jest naprawdę bogatym w narzędzia treningowe urządzeniem. Można go zaprogramować wedle potrzeb i definiować plany treningowe, programy i wiele innych pośród stu różnych dostępnych. Można to robić przez mobilną aplikację, a jeśli zestaw wykryje, że nasze serducho jest gotowe na więcej, może wizualnie podpowiedzieć na diodach LED lub przez wibracje o potencjale, który można z siebie jeszcze wydobyć. Nike+ SportWatch GPS polega na automatycznych przypomnieniach i innych funkcjach treningowych, które nadzorujemy na stronce nikeplus.com, gdzie posiadamy wgląd w cały profil i historię treningów. Ustalanie celów przypomina te z bransoletki FuelBand.

 Podsumowując: na początku wspomniałem, że być może porównanie obu modelu będzie nierówne, ale okazuje się, że trzy lata na rynku nie oznaczają aż tak strasznego dystansu. Owszem, technologia robi swoje, ale segment ubieralnych modeli jest na tyle elastyczny, że nadal jest szansa dla urządzeń, które są stale wspierane. To od użytkownika zależy co woli otrzymywać i w jaki sposób podczas ćwiczeń. Oczywiście, że Adidas wygląda świeżo i atrakcyjnie, ma też wbudowany czujnik pracy serca, ale nie przekreśla to wciąż modułu GPS i współpracy z zewnętrznymi sensorami na klatkę piersiową, jakie znajdziemy w Nike+ SportWatch GPS. Weźmy pod uwagę, że na wyświetlaczu amerykańskiego producenta znajdziemy więcej danych i nie musimy do tego angażować smartfona, jak w przypadku Adidasa. Cenowo jest różnica, ale jeśli Nike wyposażymy w czytnik serca, to wyjdzie na to samo. FitSmart został wyceniony na 199$.

źródła grafik: Adidas i Nike

O mnie

Michał Sitnik

Eksploruję Internet Rzeczy, przymierzam ubieralne technologie, zamieszkuję smart dom. Blogując promuję nowoczesne rozwiązania, testuję i dzielę się wynikami. Przestrzegam i ostrzegam, ale częściej zachęcam. Gotowy na nową epokę technologiczną z kilkuletnim wyprzedzeniem. Na bieżąco z rozwiązaniami przyszłości. Nie geek!

Czytaj więcej o mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *