Sportowe trackery z rodziny Fitbit – który wybrać?

26 Sty 2016

Firma Fitbit jest jedną z bardziej znanych na rynku w segmencie sportowych rozwiązań do monitoringu. Rodzina ubieralnych gadżetów stale rośnie i choć kolejne urządzenia przybywają, to wcześniejsze wcale nie kończą żywota i wciąż są dostępne w sprzedaży. Producent bardzo uróżnorodnił ofertę, więc wybór jest nie tylko szerszy, ale i ciekawszy. Klient może dostosować zakup pod indywidualne potrzeby i wybrać ten najbardziej odpowiadający. Ostatnio przybył w kolekcji wariant przypominający smartwatch, co potwierdza obfitość propozycji. Który sprzęcik Fitbit pasuje do twoich wymagań? Zrobię krótkie, dość ogólne, ale przydatne zestawienie dostępnych gadżetów Fitbit.

fitbit fitness

Rodzinka wyrobów do monitorowania aktywności startuje od 60 euro, a najdroższe modele sięgają nawet 370 euro. Jest w czym wybierać, a to zawsze szansa na lepszy dobór produktu. Aktualnie asortyment obejmuje urządzenia: Zip, One, Flex, Charge, Charge HR, Blaze i Surge. Właśnie w takiej kolejności firma przedstawia swoje odmiany sprzętu i kategoryzuje je w kilka sekcji. Stworzono trzy działy: Everyday, Active i Performance. Najwięcej znajduje się w tym pierwszym i są to modele do użytku codziennego. Potem linia znacznie zwiększa możliwości, aż do projektu skupiającego się na wydajności.

 Fitbit Zip

Zacznę od najstarszego i za razem najtańszego modelu – Fitbit Zip. Można go nazwać budżetowym wariantem, przynajmniej w rodzinie Fitbit, gdyż rynek oferuje dziś wiele rywali o podobnych, a często lepszych funkcjach i to w o wiele niższej cenie. Dlaczego w ogóle warto się nim interesować? Może z uwagi na stosunkowo kompletną i bogatą platformę od Fitbit, czyli współpracę z szerokimi możliwościami panelu, do którego można zrzucać odczyty. Nie tylko na smartfon, ale i komputer, gdzie przejrzymy mnóstwo statystyk i pobawimy się w motywację przez rywalizację z innymi użytkownikami.

Fitbit Zip

Śledzone są podstawy, czyli kroki, spalane kalorie i dystans. Format nie jest naręczny. Przypinamy „licznik” do ubrania i w ten sposób zbierane są wszystkie dane. Dostępny jest niewielki wyświetlacz, dzięki któremu można sprawdzić postęp i aktualne wyniki. Na tym paneliku można nawet sprawdzić aktualną godzinę. Obudowa jest odporna na pot, deszcz i zachlapania. Fitbit Zip wytrzymuje ok. 6 miesięcy na jednym ładowaniu. To w zasadzie tyle. Jest to najbardziej podstawowa z propozycji, wręcz przegrywająca już z czasem (konkurentami z budżetowej sekcji). Przeznaczona jest dla początkujących, którzy nie myślą o perspektywach rozwoju (własnego, tj. sportowego).

Fitbit One

Ftbit One wygląda jak ulepszony Zip i chyba tak można go określić. Wciąż oferuje się jako przypinka do ubioru, a nie naręczna opaska. Ma ten sam próg cenowy co odmiana Flex (naręczna) i różni go głównie sposób noszenia – co może mieć konkretne znaczenie dla klienta. W odróżnieniu od Flexa mamy tutaj mini wyświetlacz OLED, więc można odczytać więcej danych w trakcie treningu. Flex ma diodki, ale bardzo ograniczają one sprawdzanie wyników. Fitbit One zyskał analizy wzniesienia, więc w trakcie treningu można również mierzyć pokonywane stopnie.

Fitbit One

System potrafi też skupić się na naszym wypoczynku, więc możemy zbadać jakość snu. Gadżet wybudzi nas też delikatnymi wibracjami. Nadal możemy zapisać kroki, dystans i spalone kalorie oraz monitorować sytuację na bieżąco lub na platformie Fitbit. Bateria wytrzymuje ok. 10 dni, a za wszystko trzeba zapłacić ok. 100 euro.

Fitbit Flex

To pierwsza naręczna propozycja Fitbit. Flex ma wiele identycznych możliwości co poprzednicy, ale zauważyłem, że nie znajdziemy tutaj licznika stopni. Jeśli to ma dla kogoś znaczenie, to właśnie tę różnicę warto tutaj odnotować. Wspomniałem też wcześniej, że zaproponowany „wyświetlacz” to raczej prosty wskaźnik diodowy, gdzie sprawdzimy progres, ale nic więcej. O godzinie zapomnijmy. Zwykle nie traktujemy sportowego trackera jako zegarka, ale dobrze jest mieć szansę na ocenę czasu. W trakcie treningu bardzo się to przydaje.

Fitbit Flex

Oczywiście wbudowane czujniki mierzą te same elementy: kroki, dystans i kalorie. Również ocenimy jakość wypoczynku, a format bransoletki pozwoli na nieco większą personalizację i to nie tylko kolorystyczną. Tracker ten ma więcej opcji dobierania wyglądu, m.in. przez akcesoria do upiększania urządzenia. Chodzi bardziej o ukłon w stronę pań, które mogą dokupić stylowe „opakowania” – najlepszym przykładem jest linia dodatków od Tory Burch. Bransoletka wytrzymuje 5-7 dni aktywnego użytkowania i jest odporna na zachlapania. Fitbit Flex kosztuje ok. 100 euro.

Fitbit Charge

To ostatni z czterech modeli z sekcji Everyday, czyli do użytku codziennego. Pod tym pojęciem kryje się sprzęt do analizy ogólnej, bez skupiania się na konkretach. Charge pojawił się na rynku wspólnie z Charge HR i oba odświeżały ofertę. Charge dodał głównie brakujący ekranik, gdzie w końcu można odczytać nieco więcej elementów. Nie tylko aktualny czas, ale i nadchodzące połączenia telefoniczne (czyli info o połączeniach ze sparowanego smartfona). Są wszystkie standardy (kroki, dystans, kalorie) + licznik stopni. Jest też monitoring snu.

Fitbit Charge

Generalnie bardzo podstawowy tracker o w miarę sensownej cenie. Coś między trzema wcześniejszymi, a kolejnymi, o których będzie w zestawieniu dalej. Charge automatycznie rozpoznaje wypoczynek, więc jako użytkownik tego modelu nie będziemy musieli się o to martwić (w poprzednikach trzeba to robić manualnie). Czy warto dopłacać 30 euro, by zyskać takie opcje? Może warto zainteresować się odmianą Charge HR z czytnikiem pracy serca?

Fitbit Charge HR

Wydaje mi się, że Charge HR to jedna z najbardziej optymalnych propozycji z rodziny Fitbitów. Wnioskuję tak po stosunku ceny do możliwości. To jeden z tańszych modeli z czujnikiem pracy serca, który oferowany jest bez niepotrzebnych dodatków (które często kosztują). Stąd moje ostatnie pytanie przy ocenie poprzednika. Posiada wszystko co poprzednicy, ale ze wsparcie pulsu. Dosyć istotnego parametru przy ocenie możliwości sportowych organizmu. Oczywiście jedynie wtedy, kiedy użytkownik umie to wykorzystać na swoją korzyść.

Fitbit Charge HR

Praca serca jest monitorowana w sposób ciągły (również w nocy). Opaska potrafi automatycznie rozpoznawać rodzaje aktywności, co potem ma znaczenie przy zapisie odczytów w bazie na smartfonie lub komputerze. Wizualnie projekt przypomina opcję Charge, a wskazuje na to sama nazwa, której dopisano HR (Heart Rate). Do dyspozycji jest ten sam ekranik, gdzie odczytamy godzinę, postępy w aktywności, no i ID próbującego się do nas dodzwonić. Fitbit Charge HR kosztuje niecałe 150 euro.

Fitbit Surge

Fitbit Surge to jeden z najdroższych modeli w ofercie i to nawet droższy niż najnowsza hybryda Blaze. Naręczny sprzęt w tej odmianie to miks bardziej zaawansowanego trackera aktywności z zegarkowymi funkcjami w inteligentnej wersji. Firma potrzebowała takiego urządzenia, gdyż w momencie pojawienia się tego zegarka rywale bardzo naciskali (zwłaszcza smartwatche, którym nie brakowało sportowych pomiarów). Tak powstał pierwszy ze sportowych zegarków z poszerzeniem o zdecydowanie większy ekranik.

Fitbit Surge

Surge można nazwać klasą premium pośród modeli sportowych. Ma wszystko co wymienieni wyżej poprzednicy, w tym czujniki pracy serca, ale jest także moduł GPS, który ma starać się zapisywać trasę. Do tego wodoszczelność do pięciu atmosfer (Fitbit nie wskazuje jednak użytku na basenie….) i mnóstwo możliwości w rozpoznawaniu konkretnych aktywności. Większy ekranik to szansa na odczytywanie treści powiadomień i kontrola odtwarzacza muzycznego. Lubimy słuchać muzyki w trakcie ruchu, więc to na pewno na plus. Większy panel to również ciekawsze propozycje odczytywania statystyk. Fitbit Surge to koszt 250 euro.

Fitbit Blaze

Na (prawie) koniec najświeższa z propozycji od Fitbit. Model Blaze to kolejny etap ewolucji urządzeń od tego producenta. O ile Surge skupiał się bardziej na aspektach sportowych, a smart zegarkowe dodatki miały zwiększyć jego praktyczność, to Blaze stara się imitować bardziej smartwatch, ale wciąż z dyspozycją odczytów aktywności. Po pierwsze zdecydowanie lepszy wygląd, więcej opcji personalizacji podchodzących pod klasyczny zegarek, no i kolorowy ekranik. Projekt nazwano smart fitness watchem, co odpowiednio opisuje jego przeznaczenie.

Fitbit Blaze

Wciąż jest to multisportowa odmiana, ale starająca się przekonać poboczną ofertą. Powinniśmy w nim znaleźć wszystkie podstawy inteligentnego zegarka, a i dobrze na nadgarstku wygląda (zwłaszcza z odpowiednio dobranym paskiem, np. skórzanym). Od strony sportowej brakuje mu tylko wbudowanego GPS, ale ten znajdziemy w sparowanym smartfonie, który i tak jest wymagany, by sprzęt działał w pełni swoich możliwości. Na pewno jest w nim o wiele więcej stylu niż w innych gadżetach Fitbit. W podstawowej odmianie kosztuje 230 euro, czyli trochę taniej niż Surge, ale z droższymi paskami trzeba będzie dopłacić dodatkowe pieniądze. 

Fitbit Alta

Wcześniej napisałem, że to prawie koniec zestawienia, ale w ostatnich dniach Fitbit zaproponował jeszcze jedną propozycję do swojej kolekcji trackerów. Model ten skupia się bardziej na stylu, natomiast wśród możliwości pozostawia podstawy odczytów aktywności. Są tutaj wszystkie standardowe opcje, czyli mierzenie kroków, dystansu, spalonych kalorii oraz wypoczynku wraz ze smart alarmem w postaci wibracji. Ekranik pokaże podstawowe powiadomienia i praktycznie niczym więcej się nie wyróżni. Widać wyraźnie, że to znane elementy w po prostu nowym, ale ładniejszym opakowaniu.

alta

alta band

Fitbit skupiło się w przypadku edycji Alta głównie na wyglądzie. Ten wariant ma trafiać do klientów (przeważnie klientek), którzy cenią sobie wzornictwo. Producent zaproponował sporą bazę personalizacji. Można wybrać bardziej klasyczne modele, ale i te podchodzące pod biżuterię. Odmiany metaliczne wyglądają efektownie i faktycznie można zakwalifikować je do elementów ubioru. Sam kształt opaski jest sporo lepszy od poprzedników, choć nadal minimalistyczny. Alta to potwierdzenie ostatnich trendów w ubieralnych technologiach. Niezależnie od wariantu (zegarek, bransoletka fitness) projekty dążą do atrakcyjniejszego formatu i przyciągania oka. Kwalifikując się w odpowiednim wykończeniu do smart biżuterii.

 źródło grafik: Fitbit

O mnie

Michał Sitnik

Eksploruję Internet Rzeczy, przymierzam ubieralne technologie, zamieszkuję smart dom. Blogując promuję nowoczesne rozwiązania, testuję i dzielę się wynikami. Przestrzegam i ostrzegam, ale częściej zachęcam. Gotowy na nową epokę technologiczną z kilkuletnim wyprzedzeniem. Na bieżąco z rozwiązaniami przyszłości. Nie geek!

Czytaj więcej o mnie

Comments (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *