Test: Mio MiVue 658 WiFi – videorejestrator z aplikacją mobilną

21 Gru 2015

Wideorejestratorami nie zajmuję się na co dzień, choć przymierzałem się do zakupu takiego urządzenia. W dzisiejszych czasach lepiej mieć taki sprzęt i w razie czego opierać swoje wersje wydarzeń na dowodach. Rynek samochodowych kamerek bardzo się rozrósł, bo i zapotrzebowanie wzrosło. Modeli jest sporo, a ostra rywalizacja wymusza na producentach wprowadzanie unowocześnień i poszerzania funkcjonalności. Do moich rąk trafił wideorejestrator Mio MiVue 658, który pasuje do tematyki mojego bloga pod ważnym względem. Łączy siły z aplikacją mobilną, a mnie najbardziej interesuje właśnie taki rodzaj urządzeń.

2

Jak każda sekcja elektroniki, tak i samochodowe rejestratory można podzielić na półki cenowe, które oczywiście łączą się z jakością i możliwościami. MiVue 658 to model z tych bardziej zaawansowanych. Dzisiaj kamerki kokpitowe można kupować za grosze, ale jeśli chcemy zyskać odpowiednie opcje, to warto zainteresować się produktami adekwatnymi do naszych potrzeb. Różnym użytkownikom potrzebne są różne funkcje i wiadomo, że zawodowy kierowca lepiej wykorzysta dostarczany zestaw narzędzi. Ja oceniłem model zwłaszcza pod kątem apki i bezprzewodowego połączenia.

Seria 600 od Mio czerpie sporo udogodnień ze smartfona, m.in. dotykowego interfejsu, panoramicznego ekranu, ale i wspomnianych już bezprzewodowych możliwości parowania z telefonem. Kamerka ma długawą nazwę – Mio MiVue 658 WiFi Touch Super HD DashCam, ale producent chciał zawrzeć w niej wszystkie istotne cechy produktu. Cel posiadania takiego bajeru wciąż jest ten sam, czyli wsparcie w razie sporów drogowych. MiVue 658 ma być jednak segmentem premium wśród wideorejestratorów, czego uświadczyłem w wielu elementach.

DSC_0950

Już sama wielkość i format wyświetlacza jest mniej standardowa. Szeroki ekran ma 2.7 cala w układzie 16:9 , a to przydaje się zwłaszcza przy obsłudze dotykowego interfejsu. Wszyscy znamy komfort dotykowej obsługi, a w trakcie jazdy szybsza kontrola ma spore znaczenie. Akurat miałem okazje porównać możliwości z jednym z wariantów przyciskowych. Topowy model Mio wywiązuje się tutaj tak jak trzeba (fizyczny przycisk to też wygoda, gdyż uaktywnia ważną funkcję, a w trakcie jazdy łatwiej przycisnąć „guziczek”, niż „tapnąć” ekranik. Menu jest intuicyjne i szybko ogarniemy jego funkcjonowanie. Dodatkowe informacje zasłaniają mniej kadru, choć w ten raczej nie patrzymy w trakcie jazdy. Najlepiej wygasić wyświetlacz lub przełączyć w tryb powiadomień, co jest włączone domyślnie.

Przejdę do najważniejszego, tj. jakości nagrywania. Może wydawać się, że jakość 720p (standardowa w wielu modelach samochodowych kamerek) powinna wystarczyć, ale im wyższa, tym szanse na odczyt istotnych detali będzie większa. Mio w swoim topowym urządzeniu oferuje wyższe rozdzielczości. Full HD (1080p) zapisuje nawet w 45 klatkach, a płynność przy dynamicznych ujęciach ma spore znaczenie. Jest nawet opcja 1296p. Nazwano ją ExtremeHD. Czy jest sens takich parametrów przy nagrywaniu jazdy? Może mieć, zwłaszcza przy dostarczaniu materiału dowodowego (np. tablic rejestracyjnych).

DSC_0960

Jak dobra jest to optyka świadczy sam fakt, że z układu Ambrella A7LA korzysta np. GoPro (lider kamerek akcji). Obiektyw ma też odpowiednią czułość na światło, więc sprawdzi się w ciemniejszych warunkach, co ma niebagatelne znaczenie przy jeździe wieczornej lub nocnej. Ostatnim istotnych elementem dobrego wideorejestratora będzie odpowiedni kąt widzenia. Mio oferuje 150 stopni. Poszerzy to zakres nagrania, więc zmieści więcej w kadrze. Nie zauważyłem nawet mankamentów rybiego oka, czyli zniekształceń zakrzywieniami obrazu.

Filmy trzeba gdzieś zapisać, a w Mio MiVue 658 znalazło się miejsce na mój ukochany format microSD. Kartę przepinam sobie między kamerami, smartfonami, tabletami, ale i komputerem, czy moim mobilnym skanerem. Zawsze im pojemniejsza karta tym lepiej, ale o przestrzeń nie musimy się obawiać. Jeśli nagranie nie znajdzie miejsca, zacznie nadpisywać się na stare (dobrze, że jest szansa na skorzystanie z trybu awaryjnego, czyli opcji konieczności kasacji ręcznej – uchroni to przed przypadkowym skasowaniem). Kartę można szybko wyjąć z kamerki i wsadzić ją do smartfona (o ile ma slot na takie karty) i obejrzeć treści na większym ekranie (czy edytować filmik w mobilnych aplikacjach). Dla mnie to idealne rozwiązanie. Raz chciało mi formatować kartę po takiej akcji, ale nie wiem dlaczego…

DSC_0959

Obok tego jest jednak szansa na przesył bezprzewodowy, czyli poprzez Wi-Fi. To okazja dla wszystkich tych, którzy nie posiadają w swoim smartfonie lub tablecie kart pamięci. MiVue 658 pozwala na sparowanie urządzeń (przez Wi-Fi) i przesyłanie treści do specjalnie przygotowanej apki na platformy iOS lub Androida. Producent przekonuje, że przyda się to do wrzutek nagrań na portale społecznościowe lub wymianę filmikami przez MiVue Share. Z perspektywy szybkości działania nie jest może lepiej niż przy fizycznym przepięciu karty do smartfona, ale są inne zalety.

Bezprzewodowe połączenie to dodatkowe możliwości, z których skorzystamy podczas jazdy. Najbardziej podoba mi się szybkie przesłanie ok. 20 sekundowego nagrania do smartfona w sposób automatyczny (przy wykryciu kolizji). Niemal natychmiast możemy wyskoczyć do pirata i wymachiwać mu przed oczami zapisem i odtwarzać na ekranie telefonu. 😀 Utniemy wszelkie kłótnie – jeśli tylko wina stoi po jego stronie. Pliki są dzielone na fragmenty, więc jeśli chcemy przesłać wszystko, to będzie sporo roboty.

DSC_1009

Mio udostępnia też narzędzia desktopowe, gdzie można skorzystać z MiVue Managera (zintegrowanego z YouTube, czy Fejsem), ale nie będę zgłębiał się w tym temacie. Mnie interesują bardziej aplikacje mobilne. W programach mobilnych mam zapewnienie, że firma postara się aktualizować funkcje, by poszerzać potencjał bezprzewodowego połączenia ze smartfonem. Brakuje mi opcji podglądu na żywo, czyli tzw. streamingu. Fajnie byłoby móc obejrzeć fragmenty na smartfonie, a dopiero potem pobranie wybranego okresu. Video można przejrzeć bezpośrednio na Mio, ale wygodniej trzymać w ręce telefon.

Fajnym wsparciem jest wbudowany moduł GPS, który ustala naszą lokalizację i informuje dźwiękowo o fotoradarach. Jeśli stale aktualizujemy bazę, to nie powinny trafiać nam się  fałszywe alarmy. Można dodać też swoje punkty manualnie. Czasem wyskakuje też ostrzeżenie o przekroczeniu prędkości. Kontroluje nas i podpowiada, by zdjąć nogę z gazu (po GPS obliczana jest przybliżona prędkość poruszania się). Ja w trakcie testów zawsze zabierałem urządzenie przy parkowaniu samochodu, ale producent znalazł zastosowanie również w czasie postoju. Czujniki ruchu uaktywnią kamerkę, więc jest szansa na nagranie kręcących się podejrzanych. Zauważyłem, że sprzęcikiem można też pstrykać zdjęcia, co akurat wygodniej zrobić smartfonem, ale fajnie, że jest awaryjnie dostęp do takich możliwości. Na każdym nagraniu widnieją odpowiednie informacje, czyli czas, a nawet współrzędne geograficzne. Podoba mi się tez opcja automatycznej aktywacji kamerki przy przekręceniu kluczyka w stacyjce (i kończenia przy gaszeniu silnika).

DSC_1020

Na koniec jeszcze trochę o instalacji. Jest prosta i szybka, a przewód zasilający jest zamaskowany (i bardzo długi). Topowy MiVue 658 z WiFi to spory koszt 899 zł.

O mnie

Michał Sitnik

Eksploruję Internet Rzeczy, przymierzam ubieralne technologie, zamieszkuję smart dom. Blogując promuję nowoczesne rozwiązania, testuję i dzielę się wynikami. Przestrzegam i ostrzegam, ale częściej zachęcam. Gotowy na nową epokę technologiczną z kilkuletnim wyprzedzeniem. Na bieżąco z rozwiązaniami przyszłości. Nie geek!

Czytaj więcej o mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *