Aplikacje podobne do Prisma – czy to jeszcze sztuka?

2 Sie 2016

Prisma to kolejna aplikacja, która bije rekordy popularności, ale czy jedyna w sklepikach z programami na smartfony?

Prisma

Filtry do zdjęć to bardzo popularne dodatki do coraz większej liczby aplikacji mobilnych, ale najbardziej znany jest Instagram (wykupiony przez Facebooka). Portale społecznościowe nakręciły fame na tego typu narzędzia, bo po co wrzucać zwykłą focie, jak można podrasowaną? Prisma jest takim Instagramem naszych czasów (brzmi zbyt dumnie, lepiej napisać, że ma swoje 5 minut, bo za rok lub dwa pojawi się pewnie kolejny hicior na smartfony, przebijający efektami). Zwykłe filtry Instagrama przy Prismie to w nowomowie „kupa”. Prisma to magia! Apka, która przemienia zwykłe zdjęcia w dzieła sztuki. Tak najczęściej określa się rozwiązanie rosyjskiego portalu.

Nie chcę zabrzmieć jak hipster, ale udało mi się pobawić subsytutem Prismy jeszcze wtedy, kiedy Prisma zaczynała podboje. Okazuje się, że nie jest to jedyne oprogramowanie dostępne na rynku, które pozwala uzyskać niesamowite efekty i ma wręcz nieograniczone możliwości w kreowaniu mainstreamowego artu. Algorytmy są potężne, ale sama zasada działania bardzo prosta do zrozumienia. Miksujemy dwa obrazki i powstaje hybryda stylów. Jak połączymy naszą fotkę z dziełem sztuki to przetworzony wynik będzie miksem naszego „dzieła” z tym prawdziwym. Efekt, przeważnie wow!

Moja „praca” przy użyciu webowego dreamscopeapp.com

Idea prosta i wręcz automatyczna, ale jeśli chcemy uzyskać coś fajnego też musimy wysilić zwoje. Przynajmniej w kwestii doboru „filtra” (tej fotki, na której będzie bazować Prisma lub jej podobne). I tutaj warto zauważyć, że Prisma ma pewne ograniczenia. Już ostrzegałem przed instalacją tych, którzy wolą mieć do swoich prac prawa autorskie (Prisma je nam odbiera), ale nawet nie chodzi o to. 30 filtrów w bazie Prismy to sporo, ale są aplikacje bez ograniczeń. Ja przed Prismą bawiłem się właśnie taką wolnością, gdzie mogłem wgrać swoje pliki i trochę bardziej twórczo produkować „dzieła”. Pytanie tylko, czy tak przygotowywane prace nazwiemy dziełami?

Deep Dream od Google

Zanim przejdę do prezentacji alternatywnych aplikacji w stylu Prismy, wypada zatrzymać się przy technikach jakie te wszystkie programy wykorzystują. Nie jesteście ciekawi dlaczego nagle znajomi zaczęli wrzucać efektowne przeróbki własnych zdjęć? Zaczęło się od zastosowania sztucznej inteligencji, którą Google nazwało DeepDream. Przetwarzanie wymaga zaangażowania mocnych komputerów, więc odbywa się na serwerach, a nie bezpośrednio na naszym urządzeniu. To największa wada (a może zaleta?) działania narzędzia. Jeśli boicie się przesyłać swoje zdjęcia, by gdzieś zostały przetworzone to w ogóle zapomnijcie o zabawach z Prismami. Deep learning taki jest i tyle.

Czasem efekty to cyfrowe koszmary. dot. deep dream generator

Czasem efekty to cyfrowe koszmary. fot. deep dream generator

Nie będę zgłębiał się jak konkretnie to działa, bo musiałbym rozwinąć znaczenie nazwy ImageNet Large-Scale Visual Recognition Challenge. Rozpoznawane są charakterystyczne elementy obrazków i nakładane, by efekt był możliwie ciekawy. Najistotniejsze jest, że Google wydało wszystko w wersji open-source i dlatego mamy teraz taki wysyp aplikacji przerabiających zdjęcia w obrazy. Deep Dream miało służyć naukowcom w celach zbierania danych na temat rozumienia „widzenia” przez deep neural network (sieci neuronowe), a stało się narzędziem dostępnym na smartfony.

Prisma nie jest jedyna!

Prisma appPrisma zadebiutowała na iPhonie, a dopiero od kilkunastu dni jest obecna na Androida. Zawsze długi czas między wydaniami na różne platformy irytuje użytkowników tych pominiętych systemów, ale w przypadku Prismy lament był zbyt dużo. Wszystko dlatego, że jest sporo konkurencyjnych programów, działających w bardzo podobny, a często nawet lepszy sposób. Prisma się upowszechniła, gdyż tak działa wiralowe nakręcanie w sieci. Przyjęła się i wszyscy ją znają, więc każdy chce pobrać i sprawdzić o co tyle szumu. Ma do tego bazę filtrów inspirowanych najpopularniejszymi dziełami sztuki, więc możemy pobawić się stylami i sprawdzić ich użycie na naszych fotkach. Pamiętajmy, że do działania potrzebny jest dostęp do Internetu. W Prismie podoba mi się suwaczek do regulacji intensywności zastosowanego filtra, co zwiększa kontrolę nad ostatecznym wynikiem.

Zacznijmy od imiennika technologii Google. Deep Dream to apka, która wymaga korzystania przy użyciu konta na Facebooku. Część z nas tego nie lubi, ale większość loguje się przez fejsa, bo łatwiej i szybciej. Potem możemy już się bawić, a nasze pliki są wysyłane go google’owskiego algorytmu i przetwarzane. Efektami można się szybko podzielić na Facebooku lub wrzucić na tapetę smartfona. Podczas korzystania trzeba liczyć się z reklamami, dzięki którym otrzymujemy darmowy dostęp.

Alter wybrałem z powodu szerszych możliwości niż w powyższych propozycjach. Wszystko odbywa się praktycznie na tych samych zasadach z wyjątkiem filtrów. Nie jesteśmy ograniczani do sugerowanych w bazie. Możemy wrzucić swój własny filtr i miksować style. Dzięki temu granice możliwości są zacierane, a potencjał kreacyjny stoi otworem. Tylko nasza wyobraźnia będzie limitem. Pewnie z czasem Prisma otworzy się i na tę opcję, ale póki jej nie ma to Alter moim zdaniem wygrywa. Stosowanie gotowych wzorów daje konkretniejszy i pewniejsze wyniki, ale może się szybko zbudzić. Alter z kolei sprawia, że niektóre przekształćenia będą nijakie, więc wyczucie doboru własnego filtra ma znaczenie. Pobawicie się chwilę z własnymi propozycjami to zrozumiecie. Trzeba po prostu zaczaić najlepsze grafiki na filtry. Nie wszystkie się nadają (a niektóre lepiej korespondują z naszym zdjęciem tylko z powodu samego kadru – ten też trzeba sensownie dobierać). Znalazłem jedną wadę. To brak ostrzenia obrazu w aplikacji. Dziwne. Lepiej skorzystać z systemowej i potem załadować obrazek. Przetwarzanie zajmuje około minuty, co jest wynikiem słabszych od Prismy. Jeśli planujemy dużo przetwarzać to może to przeszkadzać. Oczywiście apka na obie platformy: iOS oraz Androida.

Pikazo

W sklepikach znalazłem też klona o nazwie Pikazo (użycie określenia klon nie przystoi, ponieważ apka powstała już w 2015 roku, więc jest pewnie starsza od Prismy). Również oferowanego zarówno iPhone’om, jak i Androidom. Pikazo przegrywa z Prismą nie tylko pod względem popularnosci i rozgłosu, ale i efektów. Niby ten sam sposób działania, a jednak wyniki bardzo różne. O ile Prisma wręcz gwarantuje ciekawy efekt końcowy to już Pikazo jest chimeryczne. Raz zobaczymy niesamowity, a raz słaby rezultat. Rozrzut dosyć szeroki.

Efekty stylów Dürera, Rembrandta czy Van Gogh można też uzsykać przy pomocy apki Artbot. Neurosztuka (tak zaczyna być nazywane przetwarzanie obrazów przy użyciu algorytmów sieci neuronowych) to rodzaj eksperymentowania, więc można uznać ją za sztukę. Naszego udziału jest tu jednak mniej. 99% robi algorytm, choć to my wybieramy szablony. Najlepsze filtry są dodawane przez społeczność programu, co zwiększa pewność uzyskiwania wyników. Zamiast kombinować, przeznaczymy czas na wybór filtra (zupełnie jak w Instagramie). A Artbocie logujemy się przy użyciu Facebooka, co przed instalacją programu warto wiedzieć.

Aplikacja Mlvch.

Aplikacja Mlvch.

Na iOS oraz Androida dostępny jest też programik o nazwie Mlvch (pewnie to skrót od Malewicza, którego styl jest w apce dostępny). Naśladownictwo wspomnianego Malewicza, Pollocka, czy Kandińskiego to jedne z kilku inspiracji. Ciekawią mnie tutaj prawa autorskie. Czyżby wygasły? Zawsze zastanawia mnie jak to wygląda od strony prawnej. W programiku brakuje wewnętrznego aparatu, ale jak pokazuje Pikazo, wcale nie jest to pewność jakości. Zawsze lepiej wykorzystywać ulubioną i sprawdzoną aplikację do pstrykania zjęć i potem wrzucać je prosto z galerii systemu.

Deep Art Effects to jeszcze inny tytuł z cyklu „zostań artystą przy wspomaganiu sieci neuronowych”. Aplikacja pozwala wybrać style i przetwarza obrazy w dość szybkim tempie. Czy czymś się wyróżnia? Raczej nie. Dostępna jest tylko na Androida.

Deep art effects

Kilka efektów z programiku Artbot.

Kilka efektów z programiku Artbot.

Deep Dream z przeglądarki

Aplikacje mobilne są najwygodniejsze, ale i w komputerowej przeglądarce można się pobawić. O ile w programie na smartfon nie czujemy, że działamy na serwerach to już korzystając z przeglądarki uświadamia nas bardzo szybko, że wszystko dzieje się w sieci. Pierwowzorem będzie tutaj DeepDream Generator, czyli narzędzie Google. Od czasu pojawienia się strony w necie, pojawiają się nawet galerie najlepszych wyników przetwarzania, czyli dobierania obu grafik. Może nie nazwiemy tego sztuką, ale już naprawdę naciekawiej dobrane obrazki mogą dać na tyle przemyślane efekty, że chociaż pod „artpop” można je podciągnąć (jak podoba wam się mój „mechalas”? ;)).

Efekt ten osiągnąłem przy użyciu konkretnych, naprawdę dobranych zdjęć w webowym narzędziu Dreamscopeapp.com (wybranych z Google Grafika co chciałbym od razu podkreślić – ani pierwsze, ani drugie foto nie jest moje – co wygląda trochę na małą kradzież). Narzędzie jest proste i w miarę intuicyjne, ale przetworzone obrazki wędrują do ogólnodostępnej galerii, więc albo szybko kopiujemy efekty na dysk i kasujem je z internetowego konta albo widzą je wszyscy. Jeśli pokazywany byłby jedynie efekt końcowy to pół biedy, ale mechanizm pozwala też sprawdzić jak wyglądał oryginał przed przeróbką. Dlatego właśnie niektóre prace w galerii odkrywają prywatne ujęcia (internautom zdarza się wrzucić naprawdę pikantne foty :P).

Miliony użytkowników = miliardy prac.

Miliony użytkowników = miliardy prac.

Ostatnim (ale tylko w tym artykule, bo pewnie za parę miesięcy propozycji jeszcze przybędzie) projektem wykorzystującym Deep Dream jest przeglądarkowa aplikacja deepart.io. Wrzuciłem ją na sam koniec, bo wydawała mi się najmniej przyjazna dla użytkownika. Chodzi mi o darmowy dostęp. Bezpłatnie uzyskamy tylko małe rozdzielczości efektów i to ze znakiem wodnym. Więcej tylko w opcji płatnej. Jako jedyna przyciąga identycznymi efektami, ale dla materiałów video! Możemy osiągnąć te same efekty, ale w ruchu, a to jeszcze ciekawsze osiągnięcie. Ten tryb animacji to oczywiście płatna wersja (czego nie sprawdziłem właśnie z tego powodu – minuta przetworzenia filmiku w jakości 720p i 30 klatkach to koszt 250 euro!).

Poniżej efekty Epoki Lodowcowej w stylu Van Gogha (mnie video nie przekonuje):

O mnie

Michał Sitnik

Eksploruję Internet Rzeczy, przymierzam ubieralne technologie, zamieszkuję smart dom. Blogując promuję nowoczesne rozwiązania, testuję i dzielę się wynikami. Przestrzegam i ostrzegam, ale częściej zachęcam. Gotowy na nową epokę technologiczną z kilkuletnim wyprzedzeniem. Na bieżąco z rozwiązaniami przyszłości. Nie geek!

Czytaj więcej o mnie

Comments (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *