Michael Kors Access Runaway z GPS, NFC i tętnem

13 Sie 2018

Michael Kors Access RunawayPo tegorocznych generacjach smart zegarków spodziewałem się więcej. Może honor uratuje Apple Watch. Zarówno Samsung, ze swoim nowym Galaxy Watch, jak i propozycje Wear OS, m.in. nowa seria Fossil Q, nie imponują zmianami. Nie ma w nowych smartwatchach nic innowacyjnego. W zasadzie delikatne usprawnienia. Fossil Group powoli prezentuje nowe modele wearable, ale raczej nadrabia zaległości niż wprowadza coś ciekawego. Najnowsze Michael Kors Access Runaway to upgrade przypominający niedawno zaprezentowane Fossil Q Explorist HR i Q Venture HR oraz Emporio Armani Connected 2018. Należy się spodziewać, że grupa odświeży niebawem całą kolekcję zegarków w ten sam sposób.

Co zaoferują inteligentne zegarki Michael Kors Access Runaway? Dokładnie to samo, co wymienione wyżej Fossila, czyli poprzedni zakres funkcji (mocno wtedy ograniczonych) plus wsparcie nowych modułów: GPS, chipa NFC oraz pulsometru. Pozytywne jest to, że modowe marki przestają skupiać się wyłącznie na stylistyce i zaczynają proponować pełen zakres opcji jakie dają naręczne gadżety na platformie Google. Najwyraźniej poprzednia polityka się nie sprawdziła. Klienci nie chcą okrojonych urządzeń. Jak już kupują to chcą mieć wszystkie dostępne aktualnie funkcje.

O czym piszę? O nie pomijaniu pełnej oferty sportowych funkcji i płatności zbliżeniowych. Wcześniej mogliśmy w serii Access skorzystać z wielu funkcji, których zwykły zegarek nie posiada, ale brakowało lokalizowania GPS, czyli pełnej niezależności w trakcie korzystania z monitoringu fitness na treningu. Podobnie z odczytami pracy serca. Aż nie chciało się wierzyć, że pomijano standard stosowany w zegarkach już od kilku generacji. Analizowanie aktywności będzie teraz pełne (oczywiście jeszcze nie tak kompleksowe jak w smart zegarkach typowo sportowych, ale już ze wszystkimi niezbędnikami). Aplikacje sportowe można doinstalować, a tych na Wear OS jest już naprawdę dużo. Do tego kompatybilność z systemem Google Pay, czyli szansa na płatności zbliżeniowe prosto z nadgarstka. Access Runaway będzie zatem funkcjonalny i stylowy.

Strona stylistyczna jest wręcz nienaganna. Tutaj wszystkie modowe wyroby należy pochwalić. Od samego początku firmy przygotowywały eleganckie i estetyczne propozycje. Nie inaczej nie jest u Michaela Korsa. Wszystkie nowe odmiany są kierowane na kobiece nadgarstki. Koperta ma 41 mm z nieco przesadnie powiększonymi przyciskami. Trzy wykończenia można uzupełnić różnymi rodzajami pasków. Zarówno bransoletami jak i wariantami bardziej elastycznymi. Nie jestem pewien, ale silikonowe paski to w serii Access nowość. Możliwe, że o wiele wygodniejsze w trakcie treningu. Uuda się tu zbudować konfiguracje męskie (producent mówi o modelach unisex – jako facet widzę tu przede wszystkim srebrne jednostki z adekwatną bransoletą lub czarnym paskiem).

Michael Kors Access Runaway

Na moment zatrzymam się przy parametrach, choć wolałbym zrobić to już bezpośrednio przy teście (Fossil jakoś nie specjalnie zabiega o promowania swoich produktów na blogach tematycznych, więc raczej nie spodziewajcie w najbliższym czasie recenzji). Zegarek ma niewielki, okrągły ekranik AMOLED 1.19 cala o całkiem wysokiej rozdzielczości 390 x 390 pikseli. Pod spodem standardowo: Snapdragon Wear 2100, 4 GB pamięci i kompatybilność ze smartfonami iOS oraz Android (tu full wsparcie, w iPhone’ach są jeszcze pewne ograniczenia). Jaka grubość urządzenia? Tutaj Fossil znów się nie chwali, bo pewnie sprzęt z tymi wszystkimi nowymi modułami nie należy do najsmuklejszych. Całość ze szczelnością 3 ATM, czyli możliwość zanurzania. Michael Kors oferuje własne micro apki, możliwość tworzenia tarczek z fotek z Instagrama, a pozostałe funkcje to podstawy dostępne w każdym smartwatchu z Wear OS.

Ceny? Chyba te same progi co poprzednio. Tańsze modele wyceniono na 1499, a droższe na 1699 zł. Czy nowe propozycje Michael Kors Access Runaway to już wszystko co może zaoferować dziś smart zegarek? Niestety jest jeszcze obszar, na którym firma (i ogólnie Fossil) może coś poprawić. To niezależność, czyli łączność LTE. Jednostki takie to raczej przyszły rok, czyli trzeba poczekać na kolejną generację.

O mnie

Michał Sitnik

Eksploruję Internet Rzeczy, przymierzam ubieralne technologie, zamieszkuję smart dom. Blogując promuję nowoczesne rozwiązania, testuję i dzielę się wynikami. Przestrzegam i ostrzegam, ale częściej zachęcam. Gotowy na nową epokę technologiczną z kilkuletnim wyprzedzeniem. Na bieżąco z rozwiązaniami przyszłości. Nie geek!

Czytaj więcej o mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *