Test happyVR: kartonowe gogle VR wcale nie muszą być gorsze!

3 Lis 2015

DSC_0944

Google Cardboard zna już chyba każdy. Myślę, że sam gigant z Mountain View nie spodziewał się, że kartonowy gadżet dołączany do jednej z zeszłorocznych konferencji zyska takie zainteresowanie. Celowo zaczynam test happyVR od tego zdania, gdyż właśnie w takim stylu przygotowywanych jest teraz sporo modeli, które mogą pochwalić się przede wszystkim bardzo przystępnym poziomem cenowym. Google zaczęło, ale po pewnym czasie udostępniło zalecenia dla firm trzecich, do których można się zastosować, by dostarczać odpowiednie możliwości dla aplikacji z nowej sekcji programów dla VR. Gogle w formacie adaptera do smartfona są najszybszym i najtańszym sposobem, aby poznać świat nowych możliwości, jakie dostarcza wirtualna rzeczywistość.

Rynek gogli VR podzieliłbym na trzy sekcje: drogich urządzeń z własnymi ekranami (Oculus, PlayStation VR itp.) i adapterów do smartfonów, które z kolei podzielimy na warianty twardsze (droższe) i wspomniane wyżej kartonik. Wygląda też na to, że i te entry-level można wyróżnić na tani karton lub dopracowany wariant z wyższej półki. Właśnie takim jest happyVR. Nie wiecie czym jest VR? Chcielibyście zapoznać się z tematem? Taki kartonik jest w sam raz. Niedrogi, a pozwalający na odczucia wirtualnych możliwości, kina 3D, gier sferycznych, czy oglądania 360-stopniowych materiałów poprzez kręcenie głową. Wystarczy wam smartfon z jedną z popularnych platform i gadżet do prostego złożenia.

DSC_0904

Po prawej: HappyVR w zestawieniu z „chińszczyzną”.

Modeli kartonowych miałem w rękach już sporo. Można trafić na bardzo standardowe projekty, ale i naprawdę dopracowane konstrukcje. Pośród tych pierwszych nie ma żadnej gwarancji jakości i wygody – to po prostu tani badziew. Różnica w koszcie jest żadna, więc moim zdaniem warto wydać nieco więcej, a cieszyć się zabawą na odpowiednim poziomie. Owszem, jeszcze lepiej zaopatrzyć się w droższy sprzęt, ale czy jest sens? Paczuszka z happyVR jest niewielka, a celowo wrzuciłem zdjęcie otwartego opakowania. Chciałem pokazać, że kartonowy model dotarł przesyłką z niemal tego samego materiału – co pokazuje z jak powszechnie dostępnego elementu jest on zbudowany.

Oczywiście nie jest to taka zwykła, szarobrązowa i surowa tektura, a kolorowa, estetycznie oferowana zabawka że wszystkimi istotnymi cechami jakie potrzebuje adapter z dostępem do aplikacji Cardboard. Wciąż jest to jednak rozwiązanie DIY, czyli zrób to sam. Wszystkie niki znajdziemy w opakowaniu i stosunkowo szybko złożymy bajer. W komplecie jest składany kartonik, soczewki, tag NFC, magnesik jako przycisk, a nawet gumki utrzymujące smartfon oraz rzepy. Te ostatnie docenią użytkownicy, którzy posiadali modele bez takich usprawnień. Nie raz wypadł mi telefon w tzw. „szufladki” w konkurencyjnym modelu. Jak widać, kartonik kartonikowi nierówny.

DSC_0909

Niby ten sam materiał a taka różnica. Dla porównania zestawiam happyVR z jakimś tanim modelem prosto z Chin. Bez porównania. Producent happyVR postanowił nieco zmodyfikować swój wyrób. Przeniesiono NFC na prawy bok (nie w klapce), co ograniczyło problemy z fałszywymi odczytami tabu. Mogło to irytować w trakcie zabawy. Near Field Communications wstępnie zaprogramowano. Chodzi o materiały i aplikacje przygotowane w ujęciach sferycznych. Tag można zaprogramować również samemu. Są do tego odpowiednie narzędzia, np. NFC Tools. To nie wszystkie modyfikacje. Ukłon jest w też stronę osób noszących okulary. Z boku są specjalne wycięcia, aby zmieściły się także okulary. Te można spokojnie z dołączoną optyka używać.

HappyVR są konstrukcją uniwersalną, tzn. ich kompatybilność jest bardzo szeroka. Powinniśmy zmieścić każdy model smartfona, a oczywiście im większy i z wyższą rozdzielczością, tym lepiej. W środku zmieścimy modele między 4.5 a 5.5 cala. Aby telefon się nie ślizgał są nawet gumki, które działają antypoślizgowo. To lepsze rozwiązania niż gumka recepturka z oryginalnego Cardboarda od Google. Te gumki pozwalają też uniknąć przypadkowych przyciśnięć kontroli głośności, która nie raz zdarza się w tańszych modelach. Wiele osób pyta mnie zwykle, czy takie kartonik VR są trwałe. Wtedy odpowiadam im, że to tektura, więc nie możemy liczyć na cuda, jednak i tutaj można trafić na trwalsze i słabsze budowy. HappyVR jest ofoliowane, co uchroni je przed przypadkowym zachlapaniami.

DSC_0927

Składanie jest proste i przyjemne. Pracy nie jest za wiele. Wystarczy dostosować się do prostych instrukcji i ogarnąć przestrzenną bryłę. Kto nie miał problemów z bryłami i techniką w szkole, ten zmieści się w sugerowanej minucie (to oczywiście czas całkowitego zadania). Nieco więcej przeznaczymy na krótkie przemyślenie całości i zginania kartoniku.  Na koniec jest satysfakcja ze złożenia gadżetu. Ważne, że wszystko ogranicza się jedynie do prostych manualnie kroków, a soczewki siedzą już w odpowiednich miejscach. W całej zabawce zabrakło mi jedynie jakiegoś paska na głowę, by nie trzeba było gogli ciągle trzymać. Liczę na takowy przy okazji kolejnych usprawnień.

Pierwsze co od razu zrobiłem po złożeniu to efekt przyłożenia do nosa. W wielu Cardboardach tekturka nieco dokucza właśnie nosowi. I tutaj komfort jest wyższy. Przy dłuższym użytkowaniu odczuwałem ból i pojawiał się ślad na skórze. W happyVR na szczęście tego nie uświadczyłem. W projekcie uwzględniono też przestrzeń na kamerę, dzięki czemu wykorzystamy też opcje rzeczywistości rozszerzonej (nie każdy kartonik to posiada).

DSC_0934

DSC_0937

Autorzy zwrócili mi uwagę, by zauważyć różnice w optyce. Tania „chińszczyzna” zniekształca obraz i pogorsza jakość zabawy. Soczewki są często źle osadzone. Również sam smartfon nie siedzi w takich bublach centralnie do soczewek. HappyVR zadbało o te bardzo ważne detale i nie odczujemy żadnych wad. Już wcześniej pisałem, że firma nie cięła kosztów, a wolała dopracować konstrukcję. Nie zrujnuje to nam finansów, a zdecydowanie wpłynie na komfort użytkowania. W dodatku nie będziemy mieli poczucia, że wyrzuciliśmy pieniądze w błoto. Adaptery VR robią świetny efekt na znajomych. Trzeba tylko wiedzieć co im zademonstrować, no i w czym. W udanym kartoniku odczucia będą przyjemniejsze.

A co z materiałami? O tych piszę na blogu regularnie. Wystarczy, że odwiedzicie tag „VR„. Kartonik to właśnie ten gadżet dla początkujących, którzy chcą sprawdzić czym jest wirtualna rzeczywistość. Propozycji tytułów na Cardboardy przybywa. Każdy producent stara się dostarczyć kilka linków do materiałów i happyVR też to robi. Na stronie producenta znajdziemy kilka przydatnych informacji. Kiedy ja pierwszy raz bawiłem się kartonowym adapterem, aplikacja Cardboard dopiero raczkowała. Dzisiaj działa już sferyczne kanał YouTube, przejdziemy się okolicach przy Street View w mapach Google, obejrzymy filmy sferyczne, specjalnie projektowane reklamy, a także trailery w 3D. Te ostatnie nie mają efektów „bańki”, ale można uzyskać efekt 3D, co dodaje kolejnej funkcjonalności takiej zabawce. Również samemu można tworzyć efektowne materiały. Produkowane są już kamerki sferyczne, a panoramy sferyczne można zrobić nawet samemu, co też nie raz pisałem na blogu. Trochę to potrwa, ale pokazanie takiego bajeranckiego fotosa, np. babci lub dziadkowie, wprawia ich w efekt „wow!”.

DSC_0939

Nawet werdykt mojego kota jest jasny ;).

Podsumowanie:

Zalety:

  • – estetyka i wykończenie „premium” (w świecie kartoników)
  • – szansa na większą wygodę dla „okularników”
  • – opcje Augmented Reality (otwór na kamerkę smartfona)
  • – szeroka kompatybilność z modelami smartfonów
  • – wygoda użytkowania
  • – wciąż niskie koszty, choć nieco wyższe od konkurencyjnych kartoników VR
  • – wsparcie producenta przy odkrywaniu świata VR (broszurki, blog, linki do aplikacji)

Wady:

  • – trochę za blisko wyświetlacz (ale przynajmniej nie ma efektu czarnej ramki)
  • – przydałby się pasek na głowę (praktycznie żaden Cardboard takowego nie posiada, ale przydałby się ;)). Tutaj od razu sprostowanie: HappyVR musiało spełnić warunki certyfikatu Google, a ten zakazuje stosowania paska. Powodem jest tzw. „choroba VR” powodowana gwałtownymi ruchami głową – wynik zastosowania gumki, a nie trzymania gadżetu rękami.

O mnie

Michał Sitnik

<p>Eksploruję Internet Rzeczy, przymierzam ubieralne technologie, zamieszkuję smart dom. Blogując promuję nowoczesne rozwiązania,<br /> testuję i dzielę się wynikami. Przestrzegam i ostrzegam, ale częściej zachęcam.</p> <p>Gotowy na nową epokę technologiczną z kilkuletnim wyprzedzeniem. Na bieżąco z rozwiązaniami przyszłości. Nie geek!</p>

Czytaj więcej o mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *