Internet Rzeczy – czym właściwie jest?

29 Lut 2016

Kilka lat prowadzę blog o Internecie Rzeczy, a jeszcze nie miałem okazji napisać czym właściwie jest owe pojecie, tak często przecież pojawiające się w mediach. Część z nas wie już na czym polega wymiana danych między przedmiotami, ale zdecydowanej większości IoT (Internet of Things) jeszcze nic nie mówi. Czy powinno? A czy w czasach rozwoju Internetu ktoś zdawał sobie sprawę, że wkrótce to narzędzie będzie jedną z najważniejszych sieci do praktycznie wszystkiego? Niech ta analogia zwróci uwagę na to, co dzieje się teraz z kolejnym etapem komunikacji.

fot. destinhaus.com

fot. destinhaus.com

Żeby zrozumieć różnicę między obecnym Internetem informacji, a Internetem Rzeczy, trzeba spędzić chwilę nad tym pierwszym. W zasadzie nikomu nie trzeba mówić do czego służy sieć. Zasoby na serwerach są przeszukiwane, dzielone, służą do wymiany informacji, komunikacji, a ostatnie serwisy zaczynają pokazywać, że bez dostępu do tychże stron społeczeństwo zaczyna mieć problemy z coraz bardziej podstawowymi czynnościami. Często mowa nawet o uzależnieniach, życiem prowadzonym pod wytyczne tego co dzieje się w wirtualu, a zwłaszcza w portalach społecznościowych. Dzisiaj to czego nie ma w Internecie, nie istnieje.

Jak Internet wyszedł z komputera i trafił do przedmiotów?

Jak zwykle do wszystkiego prowadzi rozwój technologii i miniaturyzacja. Według mnie koncepcja Internetu Rzeczy wyewoluowała w sposób naturalny z tego, co dzisiaj napędza gospodarkę – smartfonów. Możemy się oczywiście o to spierać, ale to właśnie nagły rozrost mini komputerów w postaci smartfonów stał się punktem zwrotnym dla przyspieszenia rozwoju IoT? Dlaczego tak uważam? Bo to właśnie te gadżety wpłynęły na potrzebę dostosowania kolejnych elementów biur i wyposażenia. Niech dobrym przykładem będą drukarki z Wi-Fi, czy serwisy chmurowe.

libelium smart world

Właśnie bezprzewodowa łączność wymusiła dostosowanie reszty urządzeń do współpracy ze smartfonami. Wydruk bez przewodu, kopiowanie danych bez podłączania telefonu do komputera, czy w końcu system powiadomień. To dla mnie głównie elementy napędzające przygotowywanie software’u dla kolejnych części składowych. Gdy tylko udało się powiązać panel telefonu z inteligentnym domem, powstała nowa jakość, którą zaczęto przenosić do kolejnych elementów. Smart home bardzo przyczynił się do popularyzacji IoT, ale nie jest jedynym zjawiskiem pracującym w oparciu właśnie o dostęp do sieci.

Smart dom siłą napędową IoT

Chwilę zatrzymam się na przystanku „inteligentny dom”. Prawdopodobnie to pojęcie znane jest o wiele szerzej i używane było już wcześniej. Model podłączania domowego wyposażenia do wspólnej sieci ma wiele wspólnego z IoT. Już dawno temu lokalnie budowano sieci w mieszkaniach, a protokoły Zigbee, Z-Wave, czy KNX rozwijały się bardzo prężnie, aż do czasu ataku smartfonów i ich internetowych możliwości. Zaczęto dostosowywać wszelkie gadżety dla domu z aplikacjami mobilnymi i wykorzystywaniem telefonu jako panelu sterowania mieszkaniem.

Samsung jest jedną z wielkich firm, które inwestują w inteligentne domy.

Samsung jest jedną z wielkich firm, które inwestują w inteligentne domy.

Bardzo szybko zauważono, że dużo rozwiązań można zaproponować w wersji online, czyli zdalnego dostępu do funkcji domu z dowolnego miejsca na świecie – wszędzie tam, gdzie mamy dostęp do Internetu. I tutaj pojawił się projekt geofencingu. Czegoś, co nie miałoby racji bytu, gdyby nasze smartfony nie zaczęły otrzymywać modułów GPS, a także czujników ruchu. Polegało to na tym, że rozpoznawana była nasza lokalizacja, a na jej podstawie dostosowano automatykę działania nowoczesnych urządzeń w smart domu.

Bluetooth 4.0, NFC i sieć tagów oraz beaconów

Z koncepcji domowego łączenia smart rozwiązań wyszedł inny bardzo ważny system – produkcja tzw. tagów (znaczników). Ja osobiście nalepiej pamiętam propozycję od Sony, czyli SmartTagów. Dlaczego w artykule wspominam właśnie japońskiego producenta? Bo to on postarał się wypromować komunikację zbliżeniową NFC – równie ważną dla łączenia kolejnych części. Dzisiaj standard ten ma nam głównie ułatwiać parowanie sprzętu, ale jest też częścią mobilnych płatności i wielu systemów w miejskim użyciu. Sony postanowiło połączyć siły w swoich SmartTagach i przygotować klientom znaczniki do budowania wygodniejszej automatyki.

Sony SmartTags

Znów smart dom. Tagi sprawdziły się najlepiej w domowych lub biurowych warunkach. Wciąż nie są jeszcze integralną częścią sieci, ale staly się prekursorem dla Beaconów. Każdy z tagów/beaconów to szansa na rozmieszczenie punktów na obszarze, przy których reakcja na kontakt smartfona lub smartwatcha daje jeszcze większe możliwości komunikacji i automatyki działania. W zależności od naszego położenia (jeszcze skuteczniejszy geofencing) różne systemy mogą aktywować swoje zadania i działać zależnie. Sony SmartTags rozwieszaliśmy po domu, dzięki czemu podejście we wskazane miejsce uaktywniało dany tryb, np. łącząc wspólne elementy w jeden tylko włącznik (kino domowe przychodzi mi do głowy najszybciej – TV, smart żaluzje i system nagłośnienia można uruchomić tylko zbliżeniem się do kanapy). To tylko prosty przykład, ale chodzi o sam potencjał działania.

Beacony – zaczęto od sklepów

W 2013 roku powstał iBeacon. Kolejny bardzo ważny element Internetu Rzeczy, który wyciąga komunikację miedzy przedmiotami z domów i biur na zewnątrz. Literka „i” to oczywiście oznaka działania Apple, ale beacony wcale nie należą wyłącznie do giganta z Cupertino. Może nie jest to projekt oparty o dostęp do Internetu, a bardziej lokalne oddziaływanie między elementami, ale ten podsystem spokojnie może łączyć się z siecią web przez smartfony, gdzie reakcje można natychmiast skorelować z konkretnymi stronami.

Zaczęto od sklepów, by atakować na reklamami oraz zniżkami podczas przechodzenia obok wirtryn. Wizja zakłada, że kiedyś beacony będą wszędzie i to one ułatwią nam łączenie przedmiotów (od samochodów po konkretne lokalizacje budynków) i wymianę informacji między nimi. Znów łączone są tutaj aspekty geofencingu, szybkich powiadomień na smartfony lub smartwatche, czy tzw. POI, czyli punktów, które lepiej znamy z nawigacji GPS. Zadań dal beaconów będzie mnóstwo, a powoli pojawiają się też w inteligentnych domach, gdzie automatykę można połączyć z poruszaniem się domownika.

Ubieralne technologie

Bardzo szybko zauważono, że sensory i komunikację Bluetooth 4.0 można zmieścić także do zegarkowego/bransoletkowego formatu. Gadżety fitness, a potem i smartwatche sprawiły, że ludzie zainteresowali się ruchem, a ruch to nie tylko aktywność sportowa, ale i normalne życie. Dziennie zmieniamy położenie bardzo często. Już na początku rozwoju naręcznych urządzeń zauważono, że BT i czujniki mogą być wykorzystane do analizy przemieszczania. Na samym początku nadgartkowy moduł wykorzystywano do aktywacji smart zamków, czyli poprzez szyfrowane połączenie i zbliżenie się do drzwi, co pozwalało otworzyć nam wejście bez użycia fizycznego klucza.

Zwykła opaska fitness od Jawbone współpracuje z hubem Nest, czyli smart domem od Google. Wspólnie mają budować Internet Rzeczy.

Zwykła opaska fitness od Jawbone współpracuje z hubem Nest, czyli smart domem od Google. Wspólnie mają budować Internet Rzeczy.

Dzisiaj wearable dopiero się rozwija, ale już pozwala na wymianę danych i kontaktów przez uściśnięcie dłoni przy powitaniu, płatności zbliżeniowych, a w niedalekiej przyszłości również rozpoznawania naszego położenia w domu, gdzie ułatwi to i zwiększy praktyczność stosowanych sieci. Dopiero odkrywane są możliwości ubieralnych gadżetów, ale niewątpliwie będą bardzo istotną częścią IoT.

IFTTT – spoiwo dla Internetu Rzeczy

W tym momencie do głowy przyszedł mi jeszcze inny projekt, który z Internetem Rzeczy związany jest w całości. Powstał głównie do tworzenia sieci IoT i stale się rozwija. Jeszcze pamiętam jego początki, gdy pierwszy raz pisałem o serwisie na swoim blogu. Wtedy w bazie było kilka kanałów. Dziś są ich tysiące, a właśnie ich liczba wpływa na sens funkcjonowania rozwiązania. Kilka lat temu ktoś wpadł na pomysł, by zaoferować narzędzie do własnoręcznego projektowania akcji – takich skrojonych na miarę. Kiedyś niemal wszystko będzie połączone z siecią, więc staniemy się kowalami naszych smart powiązań.

IFTTT artwork for mike isaac image credit by shiva kilaru

IFTTT artwork for mike isaac image credit by shiva kilaru

Nie potrzebna jest żadna znajomość programowania. IFTTT proponuje niemal intuicyjne łącznie kanałów w większe zadania, które reagują jedno na drugie. W tak prosty sposób można powiązać inteligentne gniazdko z budzikiem (oba muszą posiadać swój kanał w IFTTT) i już można wymusić zagotowanie wody wraz z naszą pobudką. To najprostszy sposób jaki postanowiłem tutaj przedstawić. Zerknijcie tylko na bazę kanałów, a zrozumiecie jak wiele procedur można w ten sposób przygotować. Nie sam Internet Rzeczy jest wartością, a właśnie oprogramowanie i aplikacje, które wykorzystają potencjał naczyń połączonych.

To czym jest ten Internet Rzeczy?

Te kilka akapitów pokazuje, że jest już w czym rzeźbić. Dodałbym jeszcze, że liderzy elektroniki starają się przygotowywać swoje narzędzia, oprogramowanie i hardware, który rozwinie IoT. Weźmy na przykład nowe standardy WiFi, które mają być mniej energochłonne niż Bluetooth 4.0, micro komputerki Intela dla smart przedmiotów, czy nowe projekty komunikacji oraz rozpoznawania położenia (dla mnie jednym z ciekawszych jest Xandem – na poniższym obrazku). Chyba w tym momencie można przejść do próby zdefiniowania Internetu Rzeczy. Koncepcja ta zakłada powiązanie przedmiotów (z wbudowaną elektroniką jako dodatek) z innymi rzeczami, ale i samym Internetem. Swój udział mają tutaj czujniki, które niebawem staną się wszędobylskie.

Xandem IoT

Potencjał IoT ma być wykorzystany na miliony sposobów. Przetwarzanie, algorytmy, wiele danych, powiązania, korelacje – to wszystko ma wydobyć możliwości w postaci konkretnych funkcji. Oczywiście ich najistotniejszym celem jest uprzyjemnienie i ułatwienie życia. Mowa o tym codziennym, ale i biznesowym, rozrywkowym, czy społecznym. Gotowe rozwiązania będą dostarczać firmy, ale i my sami zbudujemy sobie akcje. Nie trudno jest sobie wyobrazić, że każdy z nas będzie za pewien czas programistą (może nie w kodzie, ale wizualizowanym interfejsie).

Internet Wszechrzeczy

Wpis chciałbym zakończyć jeszcze szerszym pojęciem, o które wydaje mi się, że prawie cały czas zahaczałem. O Internet Wszechrzeczy. Brzmi jeszcze bardziej srogo. Jak nie trudno się domyślić, ta koncepcja zakłada już pełną interakcję wszystkich elementów: materii nieożywionej i ludzi. W sieci znaleźć mają się wszelkie dane i elementy, które współistnieją w Internecie. Tak ogromne możliwości zaczynają zastanawiać i dochodzi do tematu zagrożeń. Być może dlatego brzmienie „wszechrzeczy” jest unikane, bo faktycznie prowokuje do niezbędnej dyskusji na temat bezpieczeństwa. Najbardziej obawiam się Sztucznej Inteligencji, która już teraz zaczyna uczyć się naszych uczuć przez studiowanie literatury, do którego naukowcy postanowili dać jej dostęp…

IoT

Aby uzmysłowić sobie, że IoT nie jest tylko mrzonką, a realną przyszłością, wystarczy zerknąć na dowolny raport na temat Internetu Rzeczy. Niemal każdy z nich przekonuję, że w trzeciej dekadzie tego stulecia (a to już za kilka lat) w domach ma być średnio po kilkaset smart rzeczy, a rynek ten ma być wart kilka trylionów dolarów już w 2020! Nie podaję konkretnych źródeł tych informacji, a dane zaokrąglam, bo i tak wszystkie z nich się pokrywają wokół tych właśnie liczb.

źródło ikony wpisu: IBM

O mnie

Michał Sitnik

Eksploruję Internet Rzeczy, przymierzam ubieralne technologie, zamieszkuję smart dom. Blogując promuję nowoczesne rozwiązania, testuję i dzielę się wynikami. Przestrzegam i ostrzegam, ale częściej zachęcam. Gotowy na nową epokę technologiczną z kilkuletnim wyprzedzeniem. Na bieżąco z rozwiązaniami przyszłości. Nie geek!

Czytaj więcej o mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *